Bachor to oczywiście nie pierwszy mój kot, ale pierwszy dla Nas, czyli dla mnie i męża. Kiedy poznałam mojego obecnego małżonka nie był zwolennikiem kotów. Właściwie były mu całkiem obojętne, gdyż kompletnie ich nie znał. Nikt z jego rodziny nie posiadał, więc nie miał okazji je poznać. Jednak gdy poznał kotkę( o niej opowiem kiedyś, bo jest naprawdę śmiesznym kotem), która mieszkała ze mną i mamą polubił te zwierzęta, a ja pokochałam Go jeszcze bardziej. Stał się jeszcze większym kociarzem niż ja!! Zawsze wyobrażałam sobie, że jak pójdę na "swoje" to NA PEWNO będę miała kota, a mój przyszły mąż musi to zaakceptować!!
Wracając do naszego Bachora, otóż w szklarni mojej kuzynki na ogródkach działkowych, po marcowych kocich harcach, przyszedł na Świat biało-czarny kotek. Umaszczenie miał jak krówka, gdyż na grzbiecie miał pełno czarnych plamek. Jego kocia mama chorowała na coś, gdyż strasznie liniała. Gdzieniegdzie nawet łysiała i chyba z tej choroby zdołała urodzić tylko jedno kociątko. Kuzynka jak tylko zobaczyła, że okocił się tylko jeden kociak, postanowiła nazwać go Bachor. I tak już zostało!! Wszyscy zwariowali na punkcie tego malucha, codziennie był noszony na rękach, ściskany, aby przyzwyczajał się do ludzi, bo wiedzieliśmy, że musi trafić do jakiejś fajnej rodziny. Wszyscy go widzieli tylko nie ja i mój M. Ja z ówczesnym wtedy narzeczonym, byliśmy tak zabiegani i zajęci przygotowaniami do ślubu, że nie mieliśmy okazji nawet zobaczyć tego maluszka. I któregoś razu postanowiliśmy pojechać odwiedzić kociaczka. Jak zobaczyłam tą biało-czarną, nastroszoną kulkę, która stara się utrzymać na łapkach, od razu postanowiłam, że TO MY WEŹMIEMY KOTKA- BACHORKA!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz